Starożytni bogowie prosili o plony w ofierze. Był to zwyczaj do którego powinniśmy niedługo powrócić. Rytułał wygląda tak, że przynosimy do domu trzy pomidory więcej niż zazwyczaj, trochę sera, trochę więcej chleba, mleka, i jakieś napoje. małą kostę zera, pół szklanki mleka, dwa pomidoy i sok pomarańczowy odkładamy w widocznym miejscu. Z pozostałych produktów robimy kolację.
Znalazłem w lodówce pojemnik soku pomarańczowego z Sainsburys, najtańszy możliwy sok, nie pakowany w typowe kartoniki ale w nieco
kwadratową plastikową butelkę. Pamiętam, że butelka stała tam także gdy dwa tygodnie temu w pośpiechu opuszczałem mieszkanie na
nieoczekiwany wyjazd do polski (Spoczywaj w pokoju Urszulo).
Pamiętam, że już wtedy nie chciałem pić tego soku, bo wydawało mi się że stoi tam już za długo i że pewnie już sfermentował. Z butelki jednak szczególnie nie śmierdziało, nalałem trochę do szklanki, posmakwałem, i w zasadzie nie różnił się zasadniczo w
smaku od tego co prezentował gdy go kupiłem, czyli jakieś trzy i pól tygodnia temu.
Może o to chodziło więc mentorom ludzi poprzedniej epoki, abyśmy od czasu do czasu byli świadkami rozkładu produktów które spożywamy, w obawie przed żywnością modyfikowaną genetycznie, prostu przesyconą konserwantami, albo wręcz produkowaną
w fabrykach w oparciu o opatentowane receptury chemiczne.
Ta tradycja obserwacji niestety została zniszczona przez kapłanów którzy zamiast oferować usługi w ramach korzystania ze świątyni rozbudzili
w sobie pragnienie posiadania, a w końcu ktoś wpadł na genialny pomysł używania pieniędzy w ramach ofiary, już nie dla bóstw, ale dla struktur kościelnych. Żywność ofiarowana bogu to nie ta, którą oddajemy kapłanom, tylko ta, której zabraniamy spożywać siłom od nas zależnym, aż do momentu kiedy straci dla nas przydatność do spożycia, wtedy należy zgniłego pomidora wyrzucić na świerzym powietrzu - niech wróci do życia
A w ramach podróży w przyszłość, gdy wracałem do londynu w poniedziałek, na korytarzu lotniska luton zauważyłem nową naklejkę z logiem czipa rfid jakie mamy na paszportach od paru lat. Większość rodaków ustawiło się w kolejce do okienka imigracyjnego, zaciekawiło mnie jednak gdzie znikają pojedyncze osoby bocznym przejściem z logo chipa i strzałką.
Po drugiej stronie czekał na mnie inny rząd okienek, przeszedł mnie aż mały dreszcz deja-vu. Okienka składały się z dwóch
bramek, drzwi do pierwszej otwierały się po przyłożeniu do skanera pierwszej strony paszportu, trzeba było stanąć na środku małej komory w której umieszczona tuż nad ekranem wydającym polecenia kamera porównała moje dane biometryczne z paszportu z obrazem mojej twarzy. Zrobiona z dwóch kawałków ciemnego plexiglasu ściana po lewej stronie ekranu rozsunęla się na boki, automatyczna śluza prowadząca do wielkiej brytanii wypluła mnie do hali bagażową lotniska.
20100120, kolejne i kolejne ładne daty 21212102 - jest też dosyć piękną konstrukcją, zaprojektowaną przez pewnego myśliciela zajmującego się badaniami nad psychodelikami, Tereneusza mcKenny. Coś ciekawego na pewno wydaży się z czasem, jeżeli praktycznie cały zachód będzie nerwowo
wyczekiwał nadejścia chwili zero. Od strony matematycznej fenomen jest w zasadzie dobrze opisany. Jedna z tych rzeczy jakie
nie mają sensu jeżeli nikt ich nie ogląda, jak dzielenie przez zero albo inne tego rodzaju osobliwości które spotkać można wszędzie gdzie zaczyna się dostatecznie długo patrzeć - po prostu zaczynasz widzieć przez tą rzecz na wylot więc efektywnie widzisz poza to.
Nadchodzące Święto będzie skoncentrowane na czasie. W zasadzie żadna chwila nie jest pod tym względem bardziej wyjątkowa niż jakakolwiek inna. Weźmy na przykład 1 lipca 1980 roku. Czas UNIXOWY czyli liczenie instancji 1/60 sekundowych odcinków mierzalnego czasu. Zegar przekręca się około 130 lat. Ostatnio kiedyśtam niedawno też coś tam teges. Niby nic, bo geeków obserwujących to zjawisko było znacznie poniżej masy krytycznej, ale pomaga zrozumieć co dokładnie się wydarzy.
Jeżeli dalej będziemy mnożyć się wykładniczo to do 2012 będzie nas blisko 1*10^10, czyli bardzo dużo. Jeżeli choćby co dziesiąty człowiek spojrzał na zegarek w tym samym momencie i skoncentrował się na naturze czasu w momencie gdy wzskazówka zegara przekroczy punkt zero. Z perspektywy magicznej to okazja nie do powtórzenia.
&; Nic dziwnego że większość prekognitów nie potrafi spojrzeć poza ten punkt, prawdopodobnie na fali naszego zrozumienia czym jeseśmy sejsmograf zarejestruje jakaś aktywność.
ano właśnie, bo może dwa słowa na temat czym jest zegar? Zegar to mechaniczny mechanizm dzielący, bierze astronomiczny rytm naszej planety, jej obrót dzieli na 24 (jak midi clock nutę), potem każdą z godzin na 60 minut, a potem minuty na 60 sekund. Dalej już jest w układzie SI (dziesięć sekund, milisekundy, mikrosekundy), za wyjątkiem dat, ale to tylko podział planetarnego cyklu na 12 i niewiele poza tym.
A teraz wyobraź sobie, że stoisz na szczycie pobliskiego wzniesienia w zimowej kurtce i patrzysz na chmury rozświetlone słońcem, dookoła ciebie pełno ludzi. Jedni są weseli, inni są smutni, imprezę psują religijni oszołomi którzy naoglądali się filmów katastroficznych i ludzie którzy zabrali psy, ale ogólnie jest sympatyczne. Każdy wie dlaczego przyszedł, i ma w ręku przyrząd do odmierzania czasu, który jest już gęsty jak smoła, wibruje oczekiwaniem. Wreszcie, asymptotyczne zagęszczenie osiąga punkt krytyczny, i na naszych przyrządach do dzielenia czasu wyświetla się wreszcie tak długo oczekiwana liczba : 2012:12:21:12:21.
Ale oczywiście będą też tacy, którzy wybiorą inną datę, pewnie będzie kilka frakcji, np ktoś może uznać tą kombinację za arbitralną decyzję i z przekory świętować będzie 2012:12:29 albo jak zauważą co się dzieje to załapią się dopiero na 2012:21:12 i o 21:21 będą jeszcze w kolejce do klubu, oraz tacy którzy zaczną obchody już o 2012:12:12:12:12, czekając na 12 sekundę i patrząc jak ułamki milisekund przekraczają 0.121212121212 albo wręcz jeszcze wcześniej, o 0.11112222 w miarę jak zbliżamy się, osiągamy punkt zero. z 2012:12:21 12:12am sekund 12, robi się sekund 13, Potem 14. Potem robi się 2012:12:21 12:13 sekund 14 a pootem 2012:12:21:12 12:23 . chwile później jest już 2012:12:21:21, a dwie minuty później 2012:12:21 12:23 a potem 23:12, by za chwilę przekroczyć 12pm. Dwa dni później do imprezy dołącza obóz wierzący że dopiero 23 grudnia może wydarzyć się TO COŚ. Nerwowo odczekają do 21:12 i wyjdą z domu dopioeo o 21:23, zastaną nas obserwujących w zachwycie godzinę 23:21, i zanim wszyscy zdążą dobrze wytrzeźwieć zaczniemy rok 2013 tym jakże dumnym dniem pierwszego stycznia.
20:01:2010
wpis#256
20100120, kolejne i kolejne ładne daty mijają i nie dzieje się nic.
Czy aby napewno? Otóż nie, nie napewno, w istocie dzieje się całkiem sporo jeśli nakierować oko, ucho i przeglądarkę na odpowiednie rejony.
A co konkretnie? Nie jest tak prosto powiedzieć.
Żyjemy bowiem od jakiegoś czasu w przepowiadanym przez Huxleya nowym wspaniałym świecie, zalani informacją, rozrywką, mamy możliwość sprawiania sobie przyjemności na tak wiele różnych sposobów, że łatwo jest zapomnieć po co w zasadzie się tu przyszło. Możliwości stały się przecież oszałamiające.
Jesteśmy mózgiem, tkanką Gaji, jej organem wewnętrznym, nieświadomym funkcji w całości, nasze rozdrobnienie i podzielenie jest konieczną niedogodnością mającą na celu zwiększenie jej powierzchni poznawczej.
Nigdy nie miałem poczucia że wszystkie dobre rzeczy powinny się przytrafiać akurat mnie. Paradoksalnie, choć marzenia o tym żeby mieć to samo (lepsze) co sąsiad dobrze działają na motywacje, o tyle jeżeli ilość 'zasobów' o które toczy się walka jest ograniczona, to żeby coś mieć, to często trzeba zabrać to z puli rzeczy dostępnych dla innych.
I nie mówię bynajmniej o rzeczach materialnych. Weźmy na przykład pozycję w grupie. Taka czy inna - zazwyczaj jest do zdobycia tym czy innym kosztem. Często najprostszą metodą jest mówienie najgłośniej, mówienie najmądrzej, najdowcipniej albo z dobrym wyczuciem czasu należą do innych popularnych metod. O ile jednak toczenie słownych potyczek z dominującymi w danej grupie osobnikami może być połączeniem przyjemnego i pożytecznego (gdy uda się obnażyć szwy w ich myśleniu), o tyle wchodząc na scenę rozgrywek społecznych stajemy się chcąc nie chcąć graczami, i dylematem który często miałem jest - czy ktoś inny nie potrzebuje tej pozycji bardziej niż ja teraz, a może , czy w rogu nie siedzi jakiś cichy, wartościowy człowiek, dla którego jestem tylko kolejnym kogutem, pawiem zajmującym cenną przestrzeń myśli. Z kolei czasami potrzebna jest równowaga
siły a nawyki ucieczki ciężko wyplenić więc lepiej ich w sobie nie wyrabiać.
A miało być przecież o czymś zupełnie, ale to zupełnie innym innym. Niektórzy na pewno już to widzieli, fala linków z tym filmikiem obiegła blogosfere (brr jakie to słowo jest okropne), niejaki Jim Pavloff z Ukrainy opublikował tutorial na temat: jak złożyć numer 'smack my bitch up' zespołu The Prodigy w kilka minut w Ableton Live. (
http://www.youtube.com/watch?v=eU5Dn-WaElI). Jak ktoś jeszcze nie widział to polecam, wstrząsające dla każdego fana tego zespołu. No ale nic, pomyślałem, Liam Howlett to geniusz, można mu wybaczyć że zrobił 'dla żartu' numer poskładany z innych kawałków i uszło mu to na sucho. Głęboka zaduma ogarnęła mnie jednak po obejrzeniu kolejnego takiego filmiku, tym razem kompilacja wykonana przez VJa Dominiona. http://www.youtube.com/profile?user=VjDominion#p/u/18/cbIFpDs_4TE, która otworzyła mi o czy że dla Liama sampling to nie tylko brejki czy wokale, to dla niego metoda pracy, i w zasadzie prawie każdy numer The Prodigy to w zasadzie sprytny mashup hip-hopowych i funkowych sampli z dodatkami rejwowej elektroniki. Okazuje się że proporcje tego procederu sprowadzają wysiłek 'Artysty' do dogrania jednej linii syntezatorka na wierzchu i może dodanie współcześniejszej stopy do tej oryginalnej z sampla. I teraz dochodzimy do prawdziwej zagwostki.
O ile jednak z łatwością przychodziło tyle razy Nam Prawdziwszym Muzykom (hahaha) opowiadanie o tym jaką to podrubą jest ten rysiek z bloku obok, który swoje hiciory składa w Magix Music Makerze z gotowych sampli, do tego można było poczuć się tak dobrze i czysto zawsze modyfikując presety na VST przed użyciem we własnych numerach (okej, ten akapit wyszedł hermetycznie, ręka do góry kto zrozumiał), o tyle Liama Howletta oskarżyć o plagiat jest mi trudno. Może przypisać to można mojemu wiekowi z okresu kiedy zetknąłem się z The Prodigy, a było to na wiele lat przed pierwszymi komórkami czy dostępem do internetu, ale przesłuchanie albumu Jilted Generation (XL Recordings 1994) zmienilo to moje postreganie muzyki jako takiej. Metoda budowania napięcia przez dodawanie i zdejmowanie kolejnych elementów utworu, charakterystyczny styl przejść perkusyjnych czy te lekko głupawe melodyjki których uczyliśmy się kochać, zostawiło w mojej własnej twórczości głębokie piętno które dopiero niedawno udaje mi się zrzucić (po zaznajomieniu się z różnymi kierunkami ewolucji techno). Powiedzieć, że muzyka Liama Howletta nie była oryginalna to tak jak by wmawiać mi, że spędziłem ostatnie lata podstawówki słuchając funku i hiphopu z lat 70.
Co więc decyduje? Jaka jest różnica pomiędzy ryśkiem z sąsiectwa a Światowej Sławy Producentami? Powiedzieć że żadnej to kpić z faktów, ale jak inaczej mierzyć wartość takiego czynu, skoro zwykliśmy pozbawiać go cech Aktu Sztuki. W kategoriach produktu? Sukcesu marketingu? Brand jako wartość? Cel uświęca środki? 'Jeżeli Ci się udało to znaczy że zawsze Miałeś Rację?'. Kuszące, ale myślę że rzeczywistość jest nieco bardziej pogmatwana.
Nie jedną pracę magisterską a i pewnie kilka doktorskich by się znalazło napisanych na temat sztuki mixtape, kultury remiksu, i re-cyclingu kultury, rozbudowy języka skojarzeń i zapożyczeń (słowo przez nikogo nie używane zanika), i w zasadzie powolutku powolutku mój wewnętrzny bunt przeciwko bazowaniu na cudzych pracach zaczyna słabnąć (nareszcie?), ale jeśli chodzi o produkcję to jedna rzecz nie daje mi spokoju. Chodzi mianowicie o licencje i udział pieniądza. Powiedzmy że jeszcze nasz projekt osiąga komercyjny sukces a wytwórnia w porę sypnęła groszem żeby opłacić procenty oryginalnym twórcą sampli. To jeszcze jakoś potrafię sobie wyobrazić, ale co z masami remiksów i cytatów jakie tworzone są bez ustanawiania prac. Czy zostaną usunięte z obiegu z chwilą gdy wejdą drakońskie prawa dostępu do Własności Intelektualnej? A może jeżeli nie mamy wykupionej licencji hurtowej na sample z danego źródła to w wersji 'darmowej' będą się odtwarzały tylko niektóre partie utworu? Trudno zgadywać.
Sprawa The Prodigy nie daje mi jednak spokoju ze względu na ilość godzin jakie w młodości spędziłem przesłuchując w kółko na magnetofonie kawałki z Experience, próbując odtworzyć je na prymitywnym syntezatorze jaki był w domu, a potem, gdy miałem już komputer analizując pod mikroskopem niemalże próbka po próbce fragmenty z The Fat Of Land, i próbując uzyskać podobne brzmienie z przypadkowych sampli. I co się okazało? Bardzo trudno jest uzyskać porównywalny jakościowo rezultat nie używając tych samych produktów. Trudno ugotować barszcz nie używając ziemniaków jak mawia ludowe przysłowie.
Sprawa TA jest jak widać poważna. Czy warto bowiem gonić jakikolwiek cel muzyczny bez pełnej determinacji do zrobienia każdego kroku niezbędnego do osiągnięcia sukcesu? Obraz który można zobaczyć przez te okulary jest iście depresyjny. Jak przyjrzeć się dobrze to taki czy inny sampel nie nagrany przez osobę podpisaną na płycie znaleźć można w tak wielu kawałków że istotne staje się pytanie autorstwa, i czy wogóle
można podpisać swoim imieniem cokolwiek w takiej sytuacji. Czy naprawdę muszę zainwestować w wielką szafę modularną żeby uczciwie wygenerować ładny sampel stopy perkusyjnej? Czy może trzeba się ograniczać tylko do grania na instrumentach akustycznych... oraz pisać własne utwory na te instrumenty, bez kopiowania sekwencji nut. Jeszcze gorzej jest gdy zaczniemy się zastanawiać nad tzw. prawami gatunku, i jak często gatunek, podgatunek, styl wewnątrz podgatunku zacieśniony jest już tak bardzo, że np. pewne gatunki psytrance (fullon, dark, progressive) prawie że nie dają się zagrać na innym zestawie dziesięciu próbek. W odległych rejonach naprawdę niszowej muzyki techno różnice pomiędzy kawałkami są trudne do wychwycenia nawet dla koneserów. Ściągnąłem ostatnio kilkadziesiąt setów schranzu z ONLY4TECHNO radio). Szybkie przesterowane łupanie z prawie całkowitym wykorzystaniem spektrum hałasu, dla laika jeydną szansą rozróżnienia kawałka jest rozpoznanie użytego sampla z filmu które czasami słychać w tych ułamkach sekund oddechu gdy uderzenie stopy i basu podcinane jest na kilka uderzeń filtrem górnoprzepustowym pod koniec szesnastego powtórzenia tej samej krótkiej pętli. Co ciekawe mniej więcej podobnie czuje się w odniesieniu do heavy metalu, którego jednak słuchać nie mogę.
Dokąd nas to wszystko prowadzi? Czy klasycznie rozumiana twórczość ma jeszcze jakieś znaczenie? Próbując znaleźć odpowiedz dochodzę do takich paradoksów że jedym rozsądnym wyjściem jest uznać pytanie za źle zadane.
Bo jak wygląda drugi koniec zagadnienia? Lubię czasmi spojrzeć na działalność artystyczną jako na tylko pewnego rodzaju aplikacji swojego zmysłu estetycznego do czynności którą się wykonuje a potem koncentracja na wykonywaniu tego rodzaju czynności gdzie zmysł ten zaznaje najwięcej pobudzenia. Skłonny jestem więc (nieco z przekory) za działania o charakterze artystycznym uznawać w zasadzie wszelkie działanie związane z formą którego bezpośrednim celem jest zysk duchowy. Gdyby bowiem chieć wprowadzać podziały na twórce i nie twórce w dzisiejszym świecie łatwo się natknąć na wiele nieścisłości.
Jeżeli wyjść z założenia że jakikolwiek kunszt jest konsekwencją narzuconych ograniczeń (poświęcę 10 0000 godzin na : naukę gry na skrzypcach, wyrób kolczug, treningi pływania, przesłuchiwanie dostępnej na winylach muzyki), i że artystę muzyka grającego na bębnie djembe poznamy po tym, że z bebna wydobywa się muzyka, a amatora stukacza poznamy po tym że będzie w beben stukał. A jednak być może ten stukacz poświęcił już na naukę stukania 500 godzin co jest bardzo trudne z zespołem downa. Ktoś może powiedzieć że po prostu człowiek niedorozinięty umysłowo nie może być artystą tak jak nie może być naukowcem. Kiedy liczba muz była ograniczona sprawa była jasna, jeżeli malujesz śwpiewasz, rzeźbisz, a twoje prace są szanowane - zaliczasz się do kasty twórczej. Tamy zostały już jednak dawno przerwane, sztuką konceptualną, rozdętym wideo artem, coraz to wymyślniejszymi performensami realizowanymi przez studentów Wyższych Uczelni Sztuk Pięknych. Liberalny ja skłonny jest więć przyznać miano POSTNOWOCZESNEGO artysty osobnikowi układającemu sobie wieczorem playliste na ipondzie na następny dzień, albo ziomowi wybierającemu na swoją komórkę dzwona. Tu jednak wracamy do kwestii gustu jako czynnika dominującemu i arysta jednego dzwonka reprezentuje tu niezbyt wysoką pozycję na skali w klasyfikacji ogólnej, można tu wręcz mówić o pewnym nadużyciu tego słowa.
Nieprzyzwoice długi tekst już wyszedł, ale jeszcze jeden na koniec przykład
Gdzie przebiega granica pomiędzy dyskotekowym puszczaczem muzyki a mistrzem turntablizmu. Gdzie przebiega granica pomiędzy remksem typu więcej stopy a remiksem typu gdzieś tam w tle słychać echa oryginalnego utworu. Kim jest fotograf architektury, jaki wpływ na całokształt ma gust kuratora wystawy, jaka wreszcie jest rola widza w spektaklu, czy bez widza wogóle możemy mówić o spektaklu. I wreszcie nasz ukochany kwantowy obserwator, nasze własne zdanie w tym temacie każe nam opowiedzieć się po którejś ze stron, a więc Liam Howlett tak, a rysiek nie bo go nie lubimy.
Bramy raju są otwarte, oświecenie jest na wyciągnięcie ręki. Zauważ, że potrafisz wyrzec się negatywnych emocji, podchodzić do ludzi bez uprzedzeń, obdarzać cud życia należnym mu szacunkiem, a twoje ego rozpłynie się w nirvanie, zaufaj nam.
It's a trap.
23:11:2009
wpis#255
Dwudziesty trzeci
znowu. raport mniejszości. rzeczywistość równoległa.
Oglądanie filmów może okazać się zdradliwe. Co prawda okiełznany wzorzec może być użyteczny gdy coś będzie musiało zająć miejsce chaosu, ale
Przeżywając emocje utrwalone pozbawiamy się części mocy na przeżycie tego wydażenia w sposó wyjątkowy.
Zegar biologiczny żubrów jeszcze nie tyknął odkąd dano im znowu zawładnąć puszczą. Różnij się.
08:10:2009
wpis#254
Po pierwsze. Zapomniałem o tym napisać wcześniej ale ciekawa rzecz rzuciła mi się w oczy w londynie. Zauważono mianowicie że rowerzyści masowo
nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego jeśli chodzi o poruszanie się rowerem pod prąd przez ulice jednokierunkwoe (sam jestem w tej kwestii winny). Co postanowiono zrobić? Czy zaostrzono kary dla rowerzystów? Wprowadzono nowe grzywny? Patrole? Nie. Ponieważ w zasadzie nie wiązało się to ze zwiększeniem wypadkowości, wprowadzono na okres próbny na obszarze wybranych dzielnic prawo pozwalające rowerzystom poruszać się pod prąd. Prawda że nielogiczne?
Wizja druga, z wczoraj, to zagłada nuklearna. W newsach nic, w internecie nic, na ulicach chaos. Policjanci kierujący ludzi na wschód, i rozrzucający
po ulicy jakieś paczki/pudełka, potem chaos narasta, z zachodu wielki błysk i jasno jak w dzień, nad miastem myśliwce, zbłąkane pociski i jeszcze
więcej ludzi. Po jakiś czterdziestu minutach kolejny błysk, tym razem ze wschodu, trwający dobrą minute oślepiający strumień światła sprawiający że
każdy kontur rzuca ostry cień. Ludzie już nie uciekają na wschód, stoją i patrzą zahipnotyzowani na niebo, a ja nagrywam ich kamerą z okna, myśląc już
w jaki sposób ewakuować z tego miasta swój sprzęt, oraz czy skażenie będzie dość silne żeby wogóle dało się stąd uciec. Myśl druga - dopóki jeszcze
działa internet trzeba jak najszybciej zdobyć informacje o skali konfliktu, czy nuklearne eksplozje pojawiły się tylko w londynie czy może reszta
europy/świata także znalazła się pod atakiem. Główne serwisy informacyjne milczą, albo nic nie wiedzą. Myśl druga - napuścić wody do wanny i wszytkich
garnków - ta która aktualnie jest w rurach nie powinna jeszcze być skażona. Podnoszę zbłąkane pudełko które policjanci rozrzucali po ulicach - to paczki świeczek.
Potem drogę do naszego domu znalazła arabska kobieta w śrenim wieku z dwoma córkami które ciekawe świata rozbiegły się po naszym skromnym dwupokojowym mieszkanku. Próbowaliśmy dowiedzieć się czegoś od niej ale jej łamany angielski przeszedł stopniowo w potok niezrozumiałych słów, po czym próbowała chwycić moją twarz, wyrwałem się gwałtownie, pod jej paznokciami zostały fragmenty mojej skóry, spod paznokci zaczynała sączyć się krew. Zrozumiałem tylko że cukier w jej ciele zaczyna się gotować. Była już pora uciekać.
Potem łomot turboodrzutowych silników myśliwców ucichł, gwar ludzki stopniowo ustąpił miejsca odgłosom silników samochodowych, a jasne słońce łańcuchowej reakcji termonuklearnej przestało zamieniać noc w dzień, a ja obudziłem się na kanapie koło okna, niczym Sara O'connor wiedząc że ten nieunikniony moment jeszcze nie nadszedł.
23:09:2009
wpis#253
Dziwnie się czuję patrząc na datę ostatniego wpisu gdy przed chwilą zamknąłem reklamę marines.com która kończyła się tym numerem dobre dwie sekundy. Ale pisać miałem o czymś innym. Dlaczego mianowicie umiarkowane ograniczenia pobudzają kreatywność? Bo naturalnie mamy wielką moc stwórczą i kierując odpowiednio dużo energii w dany obraz możemy do niego przejść. Kiedy zamiast podróżować próbujesz zmienić tą energię w materialny (lub cyfrowy) byt, i móc zostawić go gdzieś przy skrzyżowaniu szos, czasami zbyt duża wolność wyboru bardzo potrafi podminować pewność siebie. Jeżeli możesz zagrać każdy utwór, to jak spośród nich znajdziesz ten własny? I wtedy pomagają ograniczenia. Znajdź to miejsce w którym instrument stawia ci opór. To zmusza do znalezienia innej, unikalnej drogi obejścia problemu, i tu niejako z przymusu musimy użyć kreatywności do przekroczenia ograniczenia. W ten sposób wypadkowa problemów, na które Ty trafiłeś/aś w swoim życiu warunkuje jakie rozwiązania będziesz preferować - istota nieco bardziej idealna, anioł nie muszący stykać się z materią czyta dzienniki ludzi, i nie może się nadziwić naszym problemom. I zazdrości kreatywności jaką ludzie potrafią się wykazać.
19:09:2009
wpis#252
To może pare smaczków z rozwoju sytuacji w świecie globalnego spisku? Wizje Georga Orwella spełniają się. I nie mam już nawet na myśli tych prozaicznych kamer, tylko obracanie znaczeń do góry nogami. Nowa inicjatywa prawodawcza w stanach, określająca reguły na jakiś możliwe jest masowe podsłuchiwanie obywateli bez nakazu sądu, nosi nazwę Judicious Use of Surveillance Tools in Counter-terrorism Efforts (JUSTICE) Act. Nie znam treści ustawy ale prezentowana jest jako temperująca nieco zapędy agencji. To tak jak w negocjacjach - zarządaj wszystkiego a potem starguj się na połowę.
A tu ktoś wpadł na trop PSYOPS, innej ciekawej inicjatywy, tym razem propagandowej, z dostatecznym budżetem na stanie się profesjonalnym opiniotwórczym portalem newsowym (ba, nie jednym. a wymóg na obsługę IE5.5 ciekawi) z jednym haczykiem. Mocodawca (amerykański rząd) rezerwuje sobie prawo do natychmiastowej publikacji swoich tekstów w miare aktualnych potrzeb propagandowych. W ciągu 30 minut w kilkunastu językach
A skoro już przy temacie - dalsze tropienie spisku masonów - tym razem ktoś wytropił poglądy doradcy Obamy
A tu w miare ciekawy artykuł podsumowujący czemu pozwalanie na śledzenie nas przez algorytmy może się źle skończyć, a przyniesć niewiele pożytku
A porządku zamiast służb mundurowych pilnować będą outsourcowani przez satelitę operatorzy takich maszyn.
Aha, i jeszcze jedno. do tych którzy czytają w miarę uważnei co tu piszę (swoją drogą ostatnio wychodzi że 'mam bloga' - a zawsze uważałem że to obciach) - nie żartuję gdy mówię 'trzymaj swoje kopie informacji'. Zachowane strony z newsami - a wręcz screenshoty - mogą być jedynym śladem po danej informacji jeżeli powódź przyjdzie. Szukajcie prawdy sami, róbcie zapasowe kopie swojego archiwum i pamiętajcie że bookmarki nie są wieczne.
30:08:2009
wpis#251
Dwa miesiące do przodu.
Poruszając się przez czas z szybkością światła, która podobno (dowiedziałem się wczoraj) wykładniczo spada.
I o paru innych rzeczach.
Nadzór jest pozorny. Robić należy to, co uważa się za stosowne do sytuacji.
Ruch stanowi podstawę przemiany.
A więc wczoraj wyszedł Snow Leopard, nowy syste, operacyjny macintosha, wersja 10.6. Nie mam go jeszcze na laptopie, bo w pobliskim Morrissonie nie mieli memory sticków 8gb, a jedyna czysta płyta DDV Dual Layer jaką miałem postanowiła rozkleić się na dwie połowy. Ale nie mieli, więc jeszcze nie mam. Jutro zapewne zaprzągnę do pracy jakiś starszy dysk na interfejsie usb-sata żeby dokonać instalacji a w międzyczasie krótkie podsumowanie zmian dla tych którzy nie śledzą.
A więc oficjalnie system jest 64bitowy, co w zasadzie na razie nie znaczy nic poza poszerzeniem dostępnej pamięci z 4GB do mnóstwo*mnóstwo razy więcej. A wogóle to nie miało być o tym.
12:06:2009 Fake!
wpis#250
Ostatnie pomysły naszych kochanych globalnych organizacji ścigania praw autorskich, zdeterminowanych przedłużać agonię systemu własności intelektualnych, a mianowicie pomysł, że majątkowe prawa autorskie do dzieł audiowizualnych mają być przedłużone z 50 do 75 lat
od śmierci autora (!!!). RIAA i koleżanki szukają płatników swoich emerytów. W praktyce
wydaje mi się że jedyna ucieczka to do przodu, w świat wolnej twórczości. Bardzo jednak
niepokoi mnie incydent próby grzebania w prawie wstecz. Prawo autorskie do utworu powinno się liczyć zawsze wg licencji na jakiej dzieło zostało wydane. Pozwólmy kulturze XX wieku skiełznąć w bunkrze copyrightu, ale nie pozwalajmy na rozbójnicze żądania korporacji, żeby jedyną legalną metodą publikowania contentu był copyright !.
A na to się zanosi,
bo w dziedzinie streamingu wideo, czyli narzędzia które już nie tylko przeczuciami, ale rzeczywiście i namacalnie stanowi najefektywniejszy obecnie sposób wymiany stanów umysłu pomiędzy twórcą (a biernym na czas transmisji) odbiorcą. Ale cały czas musimy trzymać rękę
na pulsie, i szukac rzeczywistych alternatyw, bo w każdej chwili okazać się może, że twój kurek nadawania został właśnie przykręcony. Twój upload będzie trwał wieczność a kodowanie minuty, jeżeli nie opłacisz specjalnej licencji Pro na dostęp do internetu oraz licencji
na enkoder wideo. Można jeszcze wprowadzić feature, że każdy strumień dostępny w sieci można prześledzić do adresu i konta bankowego z którego zakupiono licencję na dany encoder.
06:06:2009
wpis#249
W oczekiwaniu na rezultat głosowania w PE, pozwolę sobie na małą jeszcze refleksję dotyczącą copytightu.
Do wojny stają z jednej strony wielkie korporacje zarządzające prawami autorskimi komercyjnej muzyki i filmów, a po drugiej stronie niebezpieczni piraci, za nic mający sobie narzucanie ograniczenia, wyznający zasadę że wszystko wolno kopiować. Ostatnie wydarzenia (wyrok dla ThePirateBay, zamknięcia trackerów bittorent) pokazują jak niebezpieczna jest radykalizacja obu tych
podejść, można bowiem doprowadzić do wylania dziecka z kąpielą. Opowiem może jak to wygląda z mojej perspektywy. Nie oglądam TV. Nie chodzę do kina. Gdybym miał powiedzieć jak najczęściej oglądam filmy, powiedziałbym że ściągam z internetu, a mogę sobię pozwolić na szczerość bo mało przy tym piracę i tak. Po prostu całe to komercyjne kino mnie nie interesuje. Częściej zdarza mi się obejrzeć wideo z ciekawego wykładu na TED czy dokumenty umieszczane za darmo na bittorencie, niż najnowszą megaprodukcję, w którą ktoś zainwestował miliony dolarów. Podobnie sprawa muzyki.
Jeżeli Britney Spears czy Mettallica sprzeciwiają się słuchaniu ich muzyki bez płacenia za to - proszę bardzo. Jestem w stanie się bez tego obejść. Ostatnio jeżeli wogóle słucham jakiejś muzyki
to najczęściej bezpośrednio z majspejsowego profilu osoby która mnie interesuję (autora tejże muzyki). Jeżeli czuję potrzebę posłuchania jakiegoś konkretnego gatunku czy stylu jest w sieci
mnóstwo dobrych radiostacji typu shoutcast (np. DI.FM), jest Last.FM, Spotify i inne tego typu alternatywy gdzie można dostać to czego się szuka legalnie,
ostatecznie zawsze można zajrzeć na www.jamendo.com gdzie gromadzona i promowana jest muzyka darmowa na licencji creative commons, a jeżeli
poszukać bliżej jest też mnóstwo net-labeli wydających muzykę za darmo. Oferta jest naprawdę bogata, choć z definicji nieco większy procent tak opublikowanego materiału może nas nieco rozczarować jakościowo. Niedługo sytuacja może wyglądać tak że nastąpi pewnego rodzaju polaryzacja, gdzie całą muzykę ściągać będziemy z internetu, płacąc za mainstreamowe releasy oraz te o uznanej marce, a nie płacąc, a wręcz inwestując swój cenny czas w zapoznawanie się z repertuarem nie wypromowanym. Na pewno także będzie wciąż rosła grupa artystów publikujących swoją
muzykę za darmo po to żeby promować swój live-act.
Zupełnie analogicznie przedstawia się sytuacja z wideo - świeci przykładem BBC iPlayer, który udostępnia wszystkie swoje produkcje (wykonane pieniądze z abonentu telewizyjnego) całkowicie za darmo ale z ograniczeniami - tylko przez tydzień lub dwa od daty emisji w telewizji, oraz tylko mieszkańcom UK. Ja składki nie płacę więc iplayera w domu nie używam, choć podobno produkcję są dobre. W zupełności wystarcza mi to co mogę znaleźć na róznych serwisach streamujących darmowe wideo (są ich już dziesiątki jeśli nie setki)
A więc drogie dziadki, nie ma co płakać nad tym że wytwórnie każą sobie płacić za dostęp do swoich zbiorów - jak się podoba - zapłać. Jak nie - poszukaj alternatyw. Postępy zjedoczenia jaźni
są już bardzo widoczne, odrobina szukania pozwala znaleźć coraz częściej innych ludzi myślących podobnie i naprawdę wielu z nas nie chodzi w życiu o pieniądze. Pozostaje tylko współczuć
artystom zostawionym na lodzie którzy nie mogą udostępnić za darmo swojej muzyki bo nie pozwala im na to kontrakt.
Nawiasem mówiąc po ładnych już paru latach życia w 'odpięciu' od telewizji, gdy zdaża mi się przypadkiem zobaczyć fragment wideo przypadkowo pochodzący z teleiwzji (np. ktoś wrzucił na youtube a autorzy nie zdecydowali się dochodzić usunięcia materiału z yt), doświadczam dziwnego uczucia będącego mieszaniną fascynacji (o jakie wszyscy mają podobne makijaże, ciekawe w jakim celu) i
żenady (oklaski publiczności po nieśmiesznych żartach prezenterów)).
Skoro już przy temacie to ciekawe jest w jak gigantycznym tempie przyrasta 'przestrzeni memetycznej' do zagospodarowania - chociaż teoretycznie dzielimy wspólną przestrzeń fizyczną (mijamy się na ulicach), w istocie dzielimy się na sub-szczepy kulturowe - i coraz bardziej prozaiczna wydaje się sytuacja kiedy trzeba z konieczności zamienić parę zdań z osoba która programuje swoj
mózg informacjami z innych kanałów - i nagle okazuje się że nie macie wzajemnie pojęcia o najważniejszych (subiektywnie) wydarzeniach ostatnich tygodni.
Wracając do copyrightów - nie wyłączajcie tego proszę, i seedujcie dopóki można, niech konsumenci danego dobra kulturowego płacą za nie w walucie w jakiej życzy sobie twórca uzyskać wynagrodzenie, ale niech przynajmniej będzie możliwość 'podejrzenia' co też tam się w tej kulturze masowej dzieje - i natychmiastowego odwrotu. W przeciwnym razie może się okazać że istnieje
grupa wykluczonych, którzy marzą o słuchaniu tej samej muzyki co ich koledzy z klasy, ale nie stać ich na kupno plików mp3, a za ściąganie można iść do więzienia.
28:04:2009
wpis#248
Pojawiła się już polska inicjatywa dotycząca segregacji ruchu internetowego, zachęcam do podpisania petycji oraz napisania w tej sprawie do swojego lokalnego przedstawiciela w Parlamencie Europejskim http://stopcenzurze.wikidot.com/. Nawiasem mówiąc chciałbym poznać nazwiska ludzi którzy z tego typu szkodliwymi inicjatywami prawnymi występują.
20:04:2009
wpis#247
Jakby tego było mało, zajrzyjcie tu http://blackouteurope.eu/ - w dużym skrócie. Nie tylko Oni zamierzają rejestrować wszystkie adresy
stron które odwiedzasz, ale zgodnie z dyrektywą która będzie głosowana w parlamencie europejskim 5 maja (tak tak, za dwa tygodnie), niektóre z nich będą mogły być legalnie 'odłączone' od Twojego internetu przez dostawcę. Oznacza to że do wielu stron nie będzie można uzyskać dostępu, tak jakby nigdy nie istniały. Światowy kartel handlu copyrightem na pewno zaciera już ręce,
ale my, naród który zna ciemne strony cenzury powinniśmy stanąć stanowczo po stronie otwartego internetu. Napisz list do swojego przedstawiciela politycznego, poinformuj go o powadze sytuacji.
czasu zostało niewiele
16:04:2009
wpis#246
Straszne rzeczy się dzieją w Londynie naprawde, dane ,
smierc internetu.
Ta wizja przeraża mnie.
Obywatel staje się zupełniee przezroczysty, miliony zapisów o każdej transakcji, o każdym przejeździe autobusem, o każdej wypłacie, wizycie u lekarze, użyciu karty kredytowej, wykonanej rozmowie telefonicznej zostaną prędzej czy później udostępnione, w szale polowania na czarownice nie uda się bowiem zapewnić
tym danym bezpieczeństwa, czego dowodzą liczne wycieki z rządowych baz danych (ostatnia słynna afera z wyciekiem danych osobowych wszystkich ludzi
pobierających zasiłki w uk). A teraz budząca trwogę inicjatywa UK/UE aby wprowadzić zapisy do prawa nakazujące wszystkim dostawcom usług telekomunikacyjnych gromadzenie i udostępnianie zapisów dotyczących
http://web.mit.edu/gtmarx/www/softsurveillance.html
Tu ciekawostka, texas a&m prowadzi w afganistanie testy wszczepianych do zwierząt trakerów rfid umożliwiających, według CNN
http://www.cnn.com/2006/TECH/12/01/hightechherders/index.html, systemy do kontroli nomad mają ułatwić afganskim farmerom hodowlę kóz, owiec i koni.
Pozwolę sobie zacytować kilka ficzersów:
We can track a specific target through ALL his electronic
We can track a specific target through ALL his electronic
We can detect change of SIM and change of handset after identifying 1
detect change of SIM and change of handset after identifying 1
suspect Number
We can even detect that profile again even if the phone AND
We can even detect that profile again even if the phone AND
SIM are changed– (Call fingerprinting )
Profiling
-Compares Telecomms behaviour of a Target or device with stored
historical profile
-Searches for deviations from normal behaviour
- Uses ThorpeGlen patented processes -statistical engine data analysis
Wracając jeszcze do rejestrowania rozmów : mówcie o tym znajomym i postarajmy się o to żeby opóźnić wprowadzenie tego prawa ile się będzie dało,
osobiście nie jestem przekonany czy żeby zapobiec paru zamachom rocznie wszyscy powinniśmy zdać się na łaskę obserwujących nas urzędników, jeżeli
ich pracy nie będzie oglądał nikt. Chcąc nie chcąc doprowadzi to przecież do nadłużyć tak straszliwych że trudno to sobie wyobrazić. Pomyśl
że w agencji rządowej mającej dostęp do danych wszystkich obywateli będą pracować też jacyś ludzie, i zapewniam, że oni nie będą chcieli zmiany
statusu quo. Prędzej będą starali się doprowadzić do zdławienia każdej niezależnej myśl
Ci ludzie z łatwością będą mogli nanieść na dane obywatela specjalne statusy typu NO-FLY który dostają za darmo tysiące amerykanów (W tym np. wykładowca akademicki za to że podczas jednego z wykładów krytykował politykę Busha), a niektóre z tych statusów utrudniają życie bardzo (kontrola korespondencji, podsłuchiwanie rozmów, drobiazgowe przeszukania na granicy, wnikliwe kontrole podatkowe). A tych rzeczy nie będzie tak łatwo się pozbyć. Bajzel straszny.
I że to niby przeciwko terrorystom? Nie, to jest przeciwko nam wymierzone, przeciwko obywatelom.
Aparat państwa, reprezentowany przez służby specjalne można przecież także podciągnąć pod system edukacji, dać nauczycielom wgląd w to który
z chłopców dzwoni do której dziewczynki, a kto jest czyim znajomym na facebooku... hm.. do drugie sami udostępniamy. Więc jak to w końcu jest
03:04:2009
wpis#245
Krótka rozmowa z dawno nie widzianym znajomym znowu boleśnie otwiera mi oczy na to że możlwe jest inne życie. Że są ludzie którzy po pracy poświęcają czas na przyjemności, w piątek wieczorem
wyruszają na imprezę by z drugiego afteru wrócić w niedzielę wieczorem, nie oszczędzając sobie niczego po drodze. Pewnie taki tryb życia nie byłby dla mnie dobry, ale kontrast jest znaczny,
jak sobie pomyślę o moich dwóch etatach (jeden dla pieniędzy, a potem intensywna praca nad swoimi projektami za które z definicji nie chcę pieniędzy więc nigdy nie będę mógł się z nich utrzymać), przez które nie mam czasu na filmy, muzykę, wino i śpiew, to jakoś tak się smutno robi.
Praca nad projektem av ostatnio nieco zwolniła, po dwóch występach muszę nieco zwolnić żeby mieć siłę na kolejną turę pracy przed czerwcowym, więc ze dwa ostatnie tygodnie pozwalam sobie na
odrobinę rekaksu grając w TA:Spring.
27:03:2009
wpis#244
A więc jednak czytasz
Co Cię przyciągnęło?
Magia to tylko kierowanie woli
To o czym pomyślisz dzieje się. Jeżeli nie tak, jak sobie wyobrażałeś/aś, to nie znaczy, że rzeczywistość zeszła z kursu. To tylko twoje wyobrażenie było niedoskonałe, skażone twoimi słabościami, a teraz widzisz się jak w krzywym zwierciadle. Ale nie rozpatruj tego w kategorii porażki. To co pomyślisz, dalej dzieje się.
Tylko czy ja aby na pewno mówię o myśleniu mózgiem? Pomyśl oddechem. Pomyśl tkanką kostną, pomyśl paznokciami, włosami i skórą. A potem oddal się na pare milimetrów i pomyśl za pomocą powietrza które cię otacza - a może za pomocą tego które otacza twoje ubrania?
Pomyśl za pomocą roztoczy unoszących się na kurzu wznoszonym cieplną konwekcją.
Pomyśl za pomocą tkanki biosfery. Z neuronową grzybnią spiętą coraz gęściej światłowodami.
Tak oto infosfera połączonej planety uświadamia sobie z czego składa się jej ciało, i kto jest częścią kogo.
15:03:2009 g
wpis#243
No ale nie wyjaśniłem że mówiąc 'zambari` miałem na myśli tylko tożsamość tak zwaną, ogólnie wszystko u mnie w miare dobrze, poza tym że
ścigają mnie o TV Licence. Pismo z dzisiaj rana mówiło z grubsza że:
1) Kara w wysokości do £1000 może zostać przyznana zaocznie przez sąd jeżeli przedstawimy dowody, że w jakikolwiek sposób pod tym adresem była
oglądana telewizja
2) Opłać abonament już dziś za pomocą dołączonego formularza, to jedyne £145 rocznie.
3) Osobom po 74 przysługuje to za darmo, osoby ślepe lub częściowo ślepe mają prawo do zniżki 50%, należy przedstawić stosowne zaświadczenie.
Śpię spokojnie, bo telewizji nie oglądam.
02:03:2009 g
wpis#242
Na moje własne życzenie zambari blednie, osuwa się w niebyt. Do tego czuję się jakbym pisał list do moich rodziców a nie do czytelników - wiem że tu zaglądają pomimo że prosiłem ich żeby tego nie robili - to naprawdę nie sprawia że bardziej chce się pisać. Fakt że 9/10 odwiedzin nowej strony pochodzi od botów szukających też nie pomaga.
25:01:2009 g
wpis#241
Minęło parę lat okąd zrobiłem ostatnią stronę. Właśnie na ją czytasz. Odkrywam jak się zmieniła technologia, niby javascript już wtedy był, ale //mozolna walka z kolejnymi błędami kolejnych przeglądarek nie była dla mnie. A teraz trochę się zmieniło. Przypominają mi się czasy progrmowania w pascalu i c++ pod dosem, kiedy interfejs trzeba bylo budowac z klockow ASCII a opóźnienia czasowe
robiło się wykonując 20 000 dzieleń. I teraz przecieram oczy ze zdumienia, jak na polu bitwy 'budowania interfejsu człowiek - program' używa się narzędzi typu biblioteki javascriptowe zajmujące się za ciebie 'środowiskiem', tzn maszyną na której chodzi twój kod, i dają ci na wyciągnięcie ręki rozkazy typu
'po czterech sekundach załaduj obrazek pobrany z adresu takiego a takiego, zacznij cache wszystkich obrazków jak tylko skończy się ładować content'. Pamiętam jak chciałem, już potem, jak do pascala była stabilna biblioteka vesa, załadować sobie gifa na ekran. Znalazłem w końcu ze trzy przykłady jak to zrobić, dwa pierwsze się nie kompilowały, a trzeci, który ku mojej uciesze wyświetł swojego przykładowego gifa, był napisany w taki sposób że po czterdziestu minutach czytania kodu, gdy dojechałem do końca po raz czwarty, poczułem że aż tak mi nie zależy na napisaniu tego programu. Poza tym z moimi gifami miał problem.
Dzisiaj pomocnicze roboty js przeszukują za ciebie struktrue danych dokumentów, wyrażone przez ciebie z regexpową precyzją szukając określonych patternów w tagach css, a potem dokonując chirurgii typu zmiana obrazka na inny, najczęsciej gif, jpg, png, pobrany od skryptu php obsugującego sesję od strony serwera.
Maćkowe phytony jeszcze mnie nie dopadły.
10:12:2008 technolog
wpis#240
Bardzo ciekawe zadałeś Łukaszu pytanie ostatnio, czy to niesłychany traf lostu że rzeczywistość faktycznie układa się według literatury fantastycznej naukowo? A taki cyberpunk? Może to faktycznie naukowcy gonią wzorce swojego dzieciństwa a internet projektowany był przez pokolenie hipisów czytujących gibsona.